Wyszliśmy
przed dom. Li przyniósł dwie deskorolki, dwa kaski i zestaw ochraniaczy z
garażu.
- Jak masz
się nauczyć to musisz być dobrze zabezpieczona. – powiedział zakładając mi
kask, ochraniacze na kolana i łokcie.
- No to rozpoczynamy.
Najpierw wejdź na deskę trzymając mnie. O tak. Teraz będę cię trzymał i powoli
pójdę. – robiłam wszystko co mówił i nie buło to takie trudne. – Musisz oswoić
się z tym jak deska jedzie. No dobra. Możesz już zejść. Teraz będziesz robić to
co ja – powiedział zakładając kask. – Postaw prawą nogę na desce. Nie na tyle
deski, ale też nie na środku. O właśnie, bardzo dobrze. Teraz lekko odepchnij
się lewą nogą i połóż ją na desce, mniej więcej w tej samej odległości od
środka co prawa. – zrobiłam to o co mnie prosił, ale odepchnęłam się chyba
trochę za mocno, bo w pewnym momencie upadłam. Na szczęście na trawę.
- Wszystko
dobrze, słońce?
- Tak, chyba
tak.
- Mówiłem –
lekko. Następnym razem słuchaj uważniej.
Podniosłam
się i zaczęłam od nowa.
W pół godziny
opanowałam start.
Potem
uczyłam się jeździć odpychając się podczas jazdy nogą. Nie obyło się bez
upadków, ale w końcu jakoś tam nauczyłam się jeździć.
Po dwóch
godzinach wróciliśmy do domu.
- Bardzo
dobrze ci poszło. – powiedział Liam.
- Dziękuję.
- a co
powiesz na mały wypadzie na weekend nad morze. Nauczyłbym cię surfować. Mój
wujek ma mały domek nad morzem. Jest tam bardzo mało ludzi. Nikt nam nie będzie
przeszkadzał. Zgoda?
- Zgoda.
Usłyszeliśmy
dzwonek do drzwi. Li poszedł otworzyć, a ja poszłam się przebrać, bo po
upadkach moje ubrania były brudne.
Wiem, że ten rozdział nie jest zbyt eksytujący, ale nadrobię to w rozdziale 25 i następnych.
no to czekam z niecierpliwością i trzymam cię za słowo ;)
OdpowiedzUsuńTak, popieram anonimowego .. :P
OdpowiedzUsuń