Była noc.
Spałam, gdy
nagle obudził mnie swąd spalenizny. Usiadłam na łóżku i zaczęłam nerwowo
rozglądać się po pokoju. Tam, gdzie były drzwi szalał ogień, który zbliżał się
do mnie nieubłaganie.
Nie
wiedziałam, co mam zrobić. Podeszłam do okna, otworzyłam je i zaczęłam krzyczeć
na cały głos:
- Pomocy!
Pali się!
Odpowiedziała
mi cisza, ale czego mogłam się spodziewać, dookoła pola, najbliższy dom 100
metrów dalej, ale mieszkańcy gdzieś wyjechali na weekend.
- Pomocy!
Pali się! – krzyczałam dalej łudząc się, że jednak ktoś mnie usłyszy.
Nagle
zauważyłam jakąś postać biegnącą w moją stronę.
- Już
biegnę! – zawołał i wkrótce był tuż obok.
- Podaj mi
rękę! – powiedział, a ja wykonałam jego polecenie.
- Wejdź
jedną nogą na parapet i wtedy cię wyciągnę – zrobiłam co powiedział i chwilę
później byłam już przy nim.
- W domu
jest ktoś jeszcze?
- Nie.
- No to
chodźmy stąd.
Za chwilę dodam bohaterów.
2 komentarze = następny rozdział
Yeaaaaah. :)
OdpowiedzUsuńNowe opowiadanko... w końcu znowu będę mogła się oderwać od tej szarej rzeczywistości. ;D
Dawaj następny rozdział;)
OdpowiedzUsuń